PODATEK DOCHODOWY MUSI ODEJŚĆ. TO OHYDNE NARZĘDZIE DO INWIGILOWANIA PODATNIKÓW

PODATEK DOCHODOWY MUSI ODEJŚĆ. TO OHYDNE NARZĘDZIE DO INWIGILOWANIA PODATNIKÓW

Od początku swojego istnienia – niedługiego bynajmniej – podatki dochodowe miały potężny ciężar polityczny. Przez wiele lat koncepcja bezpośredniego opodatkowania dochodu była rozważana przez różnych teoretyków, ale odrzucano ją argumentując, że zebranie potrzebnych informacji byłoby kosztowne i stanowiłoby bezzasadne naruszenie prywatności. Teraz powinny być zlikwidowane – tłumaczy Robert Gwiazdowski, prawnik, komentator prawa i felietonista.Podziel się artykułem:

Obecnie podatki dochodowe uważane są za taki typ opodatkowania, który jednocześnie może odpowiadać wszystkim teoretycznym wymaganiom nauki, stanowić wydajne źródło dochodów publicznych i nie szkodzić gospodarce. Czy rzeczywiście?

Ohydny charakter podatku

W Anglii podatek dochodowy od osób fizycznych wprowadzony został w roku 1798. Opodatkowano dochody powyżej 60 funtów rocznie. Najwyższa stawka podatkowa wynosiła 10 proc. i płacona była od dochodów powyżej 200 funtów rocznie. Większość Brytyjczyków nie płaciła go więc w ogóle, gdyż średni roczny dochód wynosił wówczas 20 funtów. Mimo że był to podatek de facto celowy na sfinansowanie popieranych przez społeczeństwo przygotowań do wojny z Francją, cieszył się złą opinią. Przeciwnicy podkreślali jego inkwizytorski charakter i sprzeczność z naturalnymi prawami człowieka. Powszechny był pogląd „że podatek dochodowy jest ciężarem zbyt ohydnym, by nakładać go na człowieka, gdyż ujawnia stan jego finansów urzędnikowi podatkowemu.” Wobec takiego nastawienia społeczeństwa w 1816 roku został zniesiony a wszystkie deklaracje podatkowe miały być zniszczone. Wielu urzędników się jednak do tego nie zastosowało, więc po jego przywróceniu łatwiejsza była kontrola.

Premier William Gladstone, który w roku 1953 doprowadził do uchwalenia ustawy o podatku dochodowym, w roku 1858, jak był w opozycji, zaciekle przeciwstawiał się jego utrzymywaniu. Gdy jednak sam powrócił na stanowisko Ministra Finansów w roku 1859 to go oczywiście utrzymał.

Coraz większy zakres opodatkowania

Przez kolejne lata podatkiem obejmowano coraz więcej stanów faktycznych i prawnych i podwyższano stawki podatkowe. Jak pisał John Noble, rok po roku nakładano na ludzi nowe podatki, aż wreszcie nie było niczego, co nadawało się do jedzenia, picia, ubrania bądź używania, co nie byłoby opodatkowane. Ustawodawca nieustannie rozszerzał stosowanie podatku dochodowego na klasę średnią z tych samych powodów, dla których William Sutton, potocznie zwany „Billy The Kid”, napadał na banki: są tam pieniądze.

Krótka historia CIT

Historia opodatkowania podatkiem dochodowym osób prawnych (CIT) jest jeszcze krótsza. Zaczęła się w roku 1920 – równocześnie w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych. W roku 1948 podatek ten wprowadzono we Francji, w roku 1965 w Anglii, a we Włoszech dopiero w roku 1974 – jak Polska zdobywała trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej.

Podatek ten płacą w zasadzie ci, którzy chcą. Większość podatników go nie płaci, bo wykazuje stratę podatkową. W Polsce wpływy budżetowe z tytułu tego podatku kształtują się na poziomie około 0,5% przychodów uzyskiwanych przez podatników! I to be względu na to, czy nominalna stawka wynosiła 40% (jak był wprowadzany w 1992 roku), czy jak później 32%, czy – jak od 2004 roku – 19%. I mimo, że polski PKB wzrósł w tym czasie ponad sześciokrotnie!

Wysokie koszty działalności dużych firm – zwłaszcza giełdowych – które redukują ich dochód – ergo należny podatek – są do pewnego stopnia uzasadnione. Wydają one łącznie setki milionów złotych na dostosowanie swoich systemów komputerowych do wypełniania wymogów ustawy o rachunkowości i MMSF (Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej). To nie żart! To są rzeczywiście setki milionów!

PIT to inwigilacja podatników

Z kolei podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) służy głównie inwigilacji podatników za sprawą progresji podatkowej. Nie dość, że jest ona nieefektywna ekonomiczne to jest też niesprawiedliwa! Nie ma takiej spójnej teorii sprawiedliwości społecznej, która pozwalałaby uzasadnić progresję podatkową – co starałem się wykazać w książce „Podatek progresywny i proporcjonalny. Doktrynalne podstawy, praktyczne konsekwencje”. A jako, że uniemożliwia ona pobieranie podatku u źródła, każdy musi się „spowiadać” fiskusowi, gdzie pracuje, ile zarabia i jakie ma koszty. Niedługo będzie też wiadomo na co wydaje! Na razie zbierane będą informacje z paragonów fiskalnych – żeby kontrolować sprzedaż i rozliczenia VAT. Ale w przyszłości nastąpi zestawienie danych z paragonów z danymi osobowymi z kart płatniczych. I wówczas już kontrolowane zaczną być zakupy. A gdy zlikwidowana zostanie gotówka, o co usilnie z powodów ekonomicznych zabiegają banki i organizacje płatnicze – system inwigilacji się upowszechni.

Konieczna likwidacja podatków dochodowych

Skoro jest tak źle, to dlaczego nikt podatków dochodowych nie likwiduje? Korzystają na tym: politycy, urzędnicy, doradcy podatkowi, wydawcy, beneficjenci ulg i oszuści.

Politycy rozbudzają emocje – emocje związane z opodatkowaniem „bogaczy” się świetnie przydają do prowadzenia kampanii politycznych. Urzędnicy lubią podejmować arbitralne decyzje – spory o to co jest a co nie jest kosztem uzyskania przychodu są doskonałym polem dla takiej arbitralności. I nie dotyczy to bynajmniej sporów o koszty działalności gospodarczej osób fizycznych czy osób prawnych. Dotyczy to statystycznego podatnika, który sprzedaje mieszkanie, bo chce kupić dom (lub odwrotnie) i chce skorzystać z „ulgi” mieszkaniowej, która żadną „ulgą” przecież nie jest, choć jest tak powszechnie nazywana, ale nie wie czy całość wydatków zostanie uznana za poniesione na „cele mieszkaniowe”. Część z tych urzędników zamiera zresztą zostać w przyszłości doradcami podatkowymi więc sytuacja, w której prosta zamiana mieszkania wymaga pomocy doradcy podatkowego jest im jak najbardziej na rękę. Trzecią grupą są właśnie doradcy podatkowi. Nie tylko po to by toczyć spory z fiskusem czy zrobienie podjazdu do kupionego domu jest „celem mieszkaniowym”. Bardziej po to by doradzać podatnikom na przykład w tym jak kształtować i dokumentować „ceny transferowe”. Drzwi obrotowe działają zresztą w obie strony – nie tylko urzędnicy zostają doradcami podatkowymi, ale i doradcy podatkowi zostają urzędnikami. Korzyść jest więc obustronna – kosztem oczywiście podatników. Grupa czwarta to wydawcy. „Pana Tadeusza” – jak ktoś go jeszcze kupuje – kupuje się raz. Podręcznik jak rozliczyć podatek dochodowy – kupuje się co roku. I podręcznik ten jest droższy od „Pana Tadeusza”. Grupa piąta to beneficjenci różnych ulg. Im nie przeszkadza podatek dochodowy, skoro go nie płacą. A jak musza zapłacić go inni to tylko lepiej dla tych, którzy go nie płacą. I są jeszcze oszuści. To ci, którzy nie unikają płacenia podatku dochodowego przy pomocy doradców podatkowych i wykorzystaniu różnych zabiegów optymalizacyjnych. To ci, którzy się od płacenia podatku dochodowe w ogóle uchylają – ale oni akurat są najmniej ważni w tym zestawieniu.

Autor:
Robert Gwiazdowski
Źródło:

prawo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *